Czy trudno jest wciąż wierzyć i mieć nadzieję?


Czy trudno jest wciąż wierzyć i mieć nadzieję? Czy trudno każdego dnia budzić się i mieć nadzieję, że to właśnie dziś dostaniesz telefon ze szpitala?

Niedługo minie 1,5 roku odkąd w Polsce oficjalnie SMA się leczy i odkąd jest refundowany pierwszy na świecie lek na moją chorobę czyli Spinraza.

1,5 roku mija a ja wciąż czekam...

Nie, nie narzekam bo wiem, że są osoby, które także wciąż czekają ale to cholernie trudne zwłaszcza, że czas nie działa na moją korzyść a ostatnie wydarzenia w związku z epidemią znowu mi w tym przeszkodziły...

Zdawałoby się, że nadzieja to coś pozytywnego, że to taka iskierka w Tobie, która wciąż daje Ci siłę by żyć, walczyć, czekać ale nie zawsze tak niestety jest... Nadzieja również sprawia, że każdego dnia kładziesz się do łóżka zawiedziona, że telefon dzisiaj znowu nie zadzwonił... wczoraj, dzisiaj i tak codziennie.

Ktoś może pomyśli, że tylko tym żyję ale to nie prawda bo cieszę się i korzystam z życia i zdarza mi się o tym w ogóle nie myśleć ale to wraca niczym bumerang, czasami rano, wieczorem, niekiedy w ciągu dnia i zawsze, gdy mam trudniejszy moment. Każdego niemalże wieczoru myślę o tym, że dzisiaj znów telefon milczał, czasami czuję rozczarowanie i mam głupią nadzieję, że może jutro, może za dwa dni zadzwonią. I czasem myślę, czy nie łatwiej byłoby odrzucić czekanie na ''cud''? Czy nie łatwiej byłoby odpuścić? Nie mieć nadziei i czekać co przyniesie życie? Na pewno łatwiej bo każda porażka boli i poniekąd rozczarowuje ale z drugiej strony sukces przecież składa się z wielu porażek, aż w końcu pewnego dnia jedna z wielu prób i godzin pracy, starań, walki staje się sukcesem.

A więc czy warto odpuszczać? Nie wiem. Czasem tak. Czasem nie. Myślę, że jeśli coś Ci nie służy, męczy Cię, stresuje to warto odpuścić. Zapomnieć. Cieszyć się życiem i nie myśleć. Czekać na to co los Ci da i przyjmować to z wdzięcznością. Jasne, łatwo być wdzięcznym za coś miłego, coś cudownego w życiu co nas spotyka. Trudniej natomiast być wdzięcznym za niepowodzenia, porażki czy też chorobę. Trudniej ale nie jest to niemożliwe bo często coś złego co nam się przytrafia daje nam lekcje, uczy nas czegoś czego na początku nie dostrzegamy a dzięki czemu w konsekwencji stajemy się innymi, czasami lepszymi ludźmi.

Bohaterka książki Carpe Diem, o której nie tak dawno pisałam straciła nadzieję i żyje chwilą według hasła ''carpe diem'' czyli chwytaj dzień! Dlaczego? Z obawy, że może nie dożyć jutra. Dlatego przestała planować, porzuciła swoją listę marzeń, nigdy nie umawia się na jutro. Czeka na śmierć. Czy odzyska nadzieję? Czy zmieni swoje życie pomimo licznych porażek? Polecam przeczytać lub odsłuchać na Audiobook.pl tak jak ja a się dowiecie. Link http://pliki.audiobook.pl/carpe-diem,2740,audiobook

''Pragnę dostać od życia jak najwięcej, właśnie teraz, nie później, bo jestem boleśnie świadoma tego, że później może nigdy nie nadejść''

Książka to wzbudziła we mnie wiele emocji i skłoniła do wielu przemyśleń, niektóre nawet odniosłam do swojego życia o czym wyżej czytaliście. Rose też na coś każdego dnia czekała i miała nadzieję ale gdy się zawiodła postanowiła ją porzucić i żyć chwilą bo tak jest łatwiej, by każdego dnia nie rozczarowywać się od nowa. A na koniec? Powiem tylko, że końcówka mocno zaskakuje.

A co do mojego leczenia to (jeszcze) nadal wciąż mam nadzieję... Płomyk nadziei nie zgasł. Jeszcze się tli!

0 komentarz