Niezwykłe doświadczenie w... ciemności



Ciemność... Totalna ciemność... Tylko dotyk... Słuch... Smak... Węch... Zmysły - to właśnie one. Wszystkie one, ważne, potrzebne. Oprócz jednego - zmysłu wzroku. Zmysłu bez którego funkcjonowanie w codziennym życiu staje się, mogłoby się wydawać, niemożliwe ale... Nie ma rzeczy niemożliwych. Tak wygląda świat osób niewidomych. Ciemność, ciemność, ciemność... Świat, którego przez moment mogłam doświadczyć dzięki temu, że przeszłam do kolejnego etapu projektu Chcę To Przeżyć - Katalog Marzeń i jako swoją nagrodę wybrałam kolację w ciemności w restauracji Different - restauracja w ciemności, obsługiwana przez niewidomych kelnerów w Warszawie. Wybrałam to bo czułam, że będzie to coś czego nie zapomnę do końca życia. I tak rzeczywiście jest. 😃 Jadąc tam nie miałam pojęcia czego się spodziewać. Nie miałam pojęcia jak ja sobie poradzę z jedzeniem i czy w ogóle cokolwiek zjem. Nigdy o tym nie pisałam ale moje ręce są zbyt słabe, aby mogły dostarczyć pokarm z talerza do moich ust. Aby coś zjeść potrzebuje pomocy osób trzecich czyli najzwyczajniej w świecie muszę być nakarmiona. Zazwyczaj robią to osoby mi bliskie czyli mama, tata, siostra lub czasami babcia. To dla mnie coś intymnego i dość krępującego dlatego unikam ażeby robił to ktoś poza nimi. Wiem, że to może wydawać się dziwne ale myślę, że łatwo można to zrozumieć związując sobie ręce i prosząc kogoś o nakarmienie. Taki mały eksperyment. 😉😃 Dlatego właśnie nie wiedziałam czy uda mi się cokolwiek zjeść bo sama nie mogłam tego zrobić. W tej kwestii polegałam tylko i wyłącznie na mojej Mamie, która mi towarzyszyła i miała podwójnie trudne zadanie, zjeść sama i nakarmić kogoś obok w totalnych ciemnościach. Niemożliwe? A jednak! 😊 Ale zaczynając od początku. Na wstępie zostałyśmy poproszone o zostawienie w szafkach na klucz wszystkich rzeczy, które mogłyby nam przeszkadzać, w tym koniecznie telefonów komórkowych i wszystkiego tego co mogłoby świecić. Myślałam, że w środku w ciemności nagram dla Was krótką relację jak się czuję ale no cóż... Mój plan legł w gruzach lecz potem zrozumiałam dlaczego to było konieczne. 🙂 Zostałyśmy poinformowane, że za moment ktoś po nas przyjdzie i wprowadzi nas do środka. Po chwili pojawiła się Pani, która była niewidoma. W pierwszym momencie kompletnie tego nie zauważyłam bo poruszała się z pewnością siebie i niezwykłą gracją. Chwyciła za rączkę mojego wózka, mamie kazała się trzymać jej ręki i powiedziała ''no to idziemy''. Po przejściu przez najpierw jedną a potem drugą kotarę zapadła totalna ciemność. Miałam otwarte oczy ale nie widziałam zupełnie nic. Nie było żadnego nawet najmniejszego źródła światła, którego można by się uchwycić niczym deski ratunkowej. Nic. Kompletnie nic. Ciemność. To było trochę przerażające. Nie wiedziałam gdzie jestem. Nie wiedziałam czy za moment mam się spodziewać zderzenia ze ścianą, stolikiem a może krzesłem. Iść w takich ciemnościach jest bardzo trudno a iść w takich ciemnościach i prowadzić osobę na wózku jest cholernie trudno. Wiecie, przez moment myślałam, że to za chwilę się źle skończy. ''To się nie uda. Co ja tutaj w ogóle robię?'' - pomyślałam. Prawie w tym samym momencie usłyszałam głos mamy ''Nie, to się nie uda. Tutaj nic nie widać.'' na co nasza Pani przewodniczka odpowiedziała ''Uda się. Spokojnie. Ja mam tak cały czas i wychowałam dwójkę dzieci. Mam już doświadczenie z wózkami.'' Te słowa mnie zaskoczyły ale cóż miałam zrobić. Siedziałam na wózku, prowadzona gdzieś w kompletnej ciemności, mrugałam oczami, zamykałam je, otwierałam i nie wierzyłam, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy tym, gdy są zamknięte a otwarte. Żadnej ale i tak postanowiłam mieć otwarte, gdyby jednak przypadkiem ktoś postanowił zapalić światło. 😄 W momencie, gdy doszłyśmy do naszego stolika Pani powiedziała, że teraz nas ustawi pytając tylko po której stronie chcemy, aby siedziała Mama obok mnie. Podjeżdżając do stolika bałam się tylko o moje kolana czy na tym ucierpią czy nie ale poczułam na nich tylko delikatny dotyk obrusu. Następnie Pani przewodniczka poprzestawiała krzesła jak się mogłam domyślić po dźwięku i usadziła mamę obok mnie. Dokładnie po prawej stronie tak jak jej mówiłyśmy. W pierwszej chwili myślałam, że jest zbyt daleko w prawo, aby mogła mnie dosięgnąć a co powiedzieć nakarmić bo gdy słyszałam jej głos to wydawało mi się to dużo dalej. Myliłam się bo za moment Mama mówi do mnie ''Karola, gdzie Ty jesteś? Nie czuję Cię.'' by za sekundę chwycić mnie za rękę. Byłam pod wrażeniem tego jak poradziła sobie ta Pani i jak szybko to zrobiła nic nie widząc. Następnie zapoznała mamę ze stolikiem, z tym co na nim jest i powiedziała, że pierwsza przystawka już tam stoi i jest w formie płynnej. Super - pomyślałam - ciekawe jak ja będę wyglądać po wyjściu stąd. Dodam jeszcze, że menu jest niespodzianką i przy rezerwacji terminu wybiera się tylko menu mięsne, rybne lub wegetariańskie. Ja wybrałam wegetariańskie, gdyż wydawało mi się najbezpieczniejsze. 😄 A więc nie znając menu totalnie nie wiesz co jesz, masz do dyspozycji tylko smak, węch i dotyk bo myślę, że większość osób i tak je tam rękami tak jak my. Jako pierwsza przystawka była zupa. Opracowałyśmy technikę karmienia czyli jak to mówią szukaj rozwiązań a nie wymówek, że się nie da. Jedną ręką Mama szukała moich ust a drugą nabierała zupy i powoli wkładała mi do buzi czasem tylko mówiłam jej w którą stronę bardziej przesunąć łyżkę. Pierwszy kęs był niezdarny, powolny i tylko odrobinę wzięłam w usta. Odrobina wystarczyła bo od razu na języku poczułam dość pikantny smak. Kilka łyżek mi wystarczyło, aby zrezygnować z dalszego jedzenia ale to tylko przez to, że ja nie lubię pikantnych potraw. Po kilku minutach podeszła do nas Pani kelner pytając czy już może zabrać, czy już zjadłyśmy i mówiąc, że za chwilę poda kolejną przystawkę. Drugą przystawką była pasta z czymś chrupiącym. Danie główne stanowiła sałatka, ziemniaki, które smakowały jak z ogniska i kotlet, który nie był zrobiony z mięsa, był mięciutki, rozpływający się w ustach i... mega tajemniczy bo nigdy nie jadłam nic lepszego a nie wiedziałam co to jest. Deser był równie pyszny co pozostałe dania. Ciasto, nie za słodkie z delikatnym posmakiem kawy gdzieś w głębi. Pisze o tym tak szczegółowo bo wszystko było tak wyraziste w smaku, zupełnie inaczej niż gdy najpierw widzimy to co mamy jeść. Często mówi się, że jemy oczami i to jest prawda. Nie widząc co masz na talerzu, nie widząc co wkładasz do ust czujesz wszystko bardziej, czujesz konsystencję potrawy, temperaturę, smak ale smak ma tutaj duże znaczenie bo to właśnie on sprawia, że coś Ci smakuje bardziej lub mniej. Smak jest jeszcze bardziej wyostrzony. Dźwięki też przy jedzeniu są czymś ważnym, stukot sztućców o talerze, dźwięk wózka do potraw, który oznaczał nadejście Pani kelner (bo zakładam, że był tam wózek jakiś 😄), dźwięki upuszczanych widelcy lub łyżek na podłogę przez innych gości, ciche rozmowy, delikatna muzyka w tle. W normalnej restauracji nie zwraca się na to uwagi, tutaj wszystko było wyraziste i każdy najdrobniejszy szczegół był przeze mnie zapamiętany. Dotykiem rozpoznać można było kształt tego co wkładasz do ust jak również konsystencję i temperaturę. To dotyk sprawiał, że można było poczuć drugą osobę, poczuć to co brało się w dłonie, poznać czy jest to np. łyżka, widelec, nóż czy szklanka. Dla mnie ten zmysł był równie ograniczony co widzenie bo sama nie jestem w stanie podnieść ręki i gdzieś sięgnąć ale w pewnym momencie zapytałam Mamę jak daleko jest stół i poprosiłam, aby wzięła moją rękę i mi pokazała. Po chwili poczułam stolik, obrus aż w końcu zimną porcelane talerza. Dzięki dotykowi osoby niewidome mogą ''widzieć''. Teraz rozumiem dlaczego tak jest. Na koniec Pani kelner i przewodnik w jednym spytała wszystkich na sali jak myślimy ile czasu minęło odkąd tu weszliśmy. Padały odpowiedzi ''40 minut'', ''Około godzinę''. Okazało się że byliśmy tam już 1,5 godziny a więc czas w ciemności też płynie inaczej. Wydaje się, że płynie wolniej przez to, iż wszystkie czynności robi się dużo wolniej, dużo uważniej. Potem już powoli Pani przewodniczka, każdego z gości odprawadzała do wyjścia. Gdy i my wyszłyśmy i zobaczyłam jasność zdałam sobie sprawę jaki to jest cudowny dar widzieć. Dar, który każdy z nas posiada a którego tak na prawdę nie docenia. Ja też nie doceniałam. Teraz, po tym niezwykłym doświadczeniu uświadomiłam sobie jak to cudownie widzieć, słońce, niebo, kolory, innych ludzi i cały otaczający nas świat. W myślach podziękowałam Bogu, że dał mi taką a nie inną niepełnosprawność. Podziękowałam, że nie mogę chodzić, że prawie nie mogę ruszać rękami ale widzę. Widzę wszystko dookoła mnie. Doceniam to ogromnie bo nie wyobrażam sobie jak by to było żyć w ciągłej ciemności. Wiem, że być może nie powinnam tak mówić zwłaszcza dlatego, że sama jestem osobą niepełnosprawną i musiałam się dostosować, nauczyć się z nią żyć od urodzenia i owszem mam wyzwania czasem z nią związane ale nie stanowią one dla mnie jakiegoś ogromnego problemu, przynajmniej ja tak to odczuwam. Czasem to inni ludzie widzą więcej problemów niż ja sama np. na lotnisku. Domyślam się, że osoby niewidome mają podobnie, dla nich to codzienność i nauczyli się z tym żyć, nauczyli się funkcjonować z tym co mają lub raczej z tym czego nie mają. Oni nie mają zmysłu wzroku, ja nie mam siły w mięśniach. Nie ma co porównywać kto ma lepiej a kto gorzej ale od dziś uwielbiam moje mięśnie, mój wózek, moją słabą lewą rękę i niewiele silniejszą prawą, mój krzywy kręgosłup. Kocham to i nie chcę się zamienić ani nikomu oddać! 😍❤❤❤ Na koniec dodam, że po zakończeniu kolacji dostajemy menu czyli wszystkie potrawy, które jedliśmy. Muszę powiedzieć, że niektóre były na prawdę zaskakujące i nie domyśliłabym nigdy, że właśnie to jadłam! 😃 Nie będę tutaj pisać co to było bo nie chcę nikomu psuć zabawy jeśli ktoś z Was postanowi się tam wybrać co gorąco Wam polecam! 😃 Co najdziwniejsze wyszłam z tamtąd kompletnie czysta. 😄😁 To było niesamowite doświadczenie, mocne i dające do myślenia uważam, że każdemu z nas. Do tego wyśmienite jedzenie sprawiło, że nie zapomnę tego na pewno do końca życia. Dziękuję Katalog Marzeń za to, że mogłam to przeżyć bo sama raczej na pewno nie wpadłabym na pomysł, aby się tam udać. 😃❤ To dzięki Wam mam ochotę na więcej i wierzę, że uda mi się przejść do kolejnego etapu aby znowu móc powiedzieć CHCĘ TO PRZEŻYĆ! 😃😍

A Wam Drodzy Czytelnicy dziękuję za dotrwanie do końca tego tekstu. 😃Mam nadzieję że choć trochę Wam się podobało i że choć trochę udało mi się przybliżyć jak to jest niewidzieć. Jednocześnie jeśli to co napisałam Ci się podoba lub być może w jakiś sposób Cię poruszyło albo uświadomiło pewne rzeczy w życiu to proszę Cię o like, komentarz i udostępnianie bo dzięki temu mogę przejść dalej w konkursie. Z góry dziękuję za Wasze wsparcie 😍❤

LIKE 👍❤ UDOSTĘPNIJ 👉😃

Pozdrawiam Was gorąco 😍😘😁 Karolina B.

#ChcęToPrzeżyć #KatalogMarzeń

O Mnie

Jestem marzycielką. Marzycielką, która kocha realizować swoje marzenia oraz pomaga w realizacji marzeń innym. Moją pasją są podróże, poznawanie nowych ludzi oraz biznes, którym się zajmuję. Kocham to co robię bo dzięki temu moje życie diametralnie się zmieniło, świat stanął dla mnie otworem i pokazał mi, że aby dokonywać rzeczy niemożliwych wcale nie trzeba być idealnym. Jestem kobietą, która pomimo swojej niepełnosprawności nigdy się nie poddaje i zawsze walczy do końca o to co jest dla niej ważne.

 

Czytaj więcej

 

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

Zapisz się na moją listę mailingową!
  • White Facebook Icon
  • YouTube - Biały Krąg