Nowy tatuaż i... możliwość decydowania o sobie.


UWAGA BĘDZIE DŁUGO I TROCHĘ... ZWARIOWANIE? SZALONO? SAMI OCEŃCIE!

Cześć!

Dzisiaj chciałam Wam opowiedzieć o jeszcze jednej - dla niektórych być może szalonej, dla innych nie - rzeczy, którą zrobiłam w lutym, jeszcze przed tym wszystkim co się teraz dzieje.

Luty był dość intensywny. Co prawda skończył się zapaleniem oskrzeli ale zaczął się od... ZROBIENIA TATUAŻU! Kolejnego tatuażu bo pierwszy zrobiłam dokładnie rok temu, z tą różnicą, że tym razem nie było tak łatwo .

Gdy dostałam mój pierwszy tatuaż na prezent to w ogóle nie planowałam, że kiedyś pojawi się kolejny. Myślałam, że tamten będzie jedyny ale gdy zaczęłam szukać inspiracji i mój pomysł ewoluował w zupełnie coś innego niż miałam w głowie na początku to pomyślałam, że fajnie byłoby wykorzystać nie tylko ten jeden pomysł. Pierwszym tatuażem jest napis ''Perfectly imperfect'', który jest bliski mojemu sercu i który w jakiś sposób mnie wyraża ale nie on był moim pierwszym pomysłem. Zawsze chciałam mieć tatuaż związany z podróżami, róże wiatrów, świat, coś co mówiło by o mojej pierwszej (i jak na razie jedynej) miłości - do podróży. Dlatego, gdy dziewczyny czyli Aguśka Król, Małgorzata Domańska i Kasia spytały mnie o to czy jadę z nimi potowarzyszyć Kasi w dziaraniu się a przy okazji wpaść na sushi i zaliczyć szybkie zakupy to pomyślałam ''dlaczego nie?''. Dopiero później wpadł mi do głowy pomysł na to, że może i ja zrealizowałabym kolejny cel z listy i zrobiła sobie tatuaż o którym zawsze marzyłam. Jak pomyślałam tak zrobiłam, napisałam zapytać tylko o wolne miejsce jeśli nie będzie to trudno i tak będzie fajnie. Było! I oto tym sposobem mam na ręce to cudo.

Co oznacza dla mnie i dlaczego akurat taki?

- Samolot bo uwielbiam latać i daje mi to nutkę ekscytacji i adrenalinki w życiu

- Świat bo podróże to coś co kocham i uważam, że nasze życie jest za krótkie, na to aby siedzieć w tym samym miejscu podczas, gdy na świecie jest tyle pięknych miejsc!

- Róża wiatrów czyli 4 kierunki świata bo symbolizują dla mnie wolność, której niekiedy mi brakuje.

Wszystko połączone w całość przedstawia oto mój nowy tatuaż.

Natomiast wracając do tego dlaczego napisałam, że nie było łatwo? Jak każdy widzi i wie jestem niestandardową dziewczyną i nie mówię tego dlatego, że czuję się wyjątkowa bo nawet wręcz przeciwnie ale dlatego, że nie zawsze mogę robić do końca to co chcę pomimo, że jestem dorosła. Nie mówię tego też dlatego, żeby ponarzekać na swój los ale pokazać Wam, że czasem to, że nie ruszysz się sama choćby o milimetr nie przeszkodzi Ci w realizacji celu, marzenia, którego sama nie jesteś w stanie wykonać a któremu sprzeciwia się jedyna osoba, która może Ci w tym pomóc. I cóż mi po tym, że jestem dorosła skoro nie mogę decydować o własnym ciele... ale znalazłam na to sposób, dzięki pomysłowości i odrobinie sprytu wszystkie przeszkody da się pokonać. Tak, wiedziałam o tym, że moja Mama nie jest za tym, abym zrobiła kolejny tatuaż a tylko ona mogła mnie tam zawieźć ze względu na duże auto w którym mieści się mój wózek dlatego... nic jej o tym nie powiedziałam. Ona myślała, że jedziemy dla towarzystwa a ja oglądałam setki inspiracji i przygotowywałam projekt swojego nowego tatuażu. Wiem, że uciekłam się do malutkiego kłamstwa albo ładniej mówiąc nie powiedzenia całej prawdy ale tylko w ten sposób mogłam zrobić to o czym marzyłam. Gdy weszłyśmy do studia i dziewczyny powiedziały, że ja też robię tatuaż to na początku nie było mi miło bo z wszystkim tym co z nim związane czyli wypełnieniem ankiety, podpisem, aż w końcu poprawką projektu tatuażu musiała pomóc mi Gosia za co jej i dziewczynom bardzo dziękuję. Miałam na sobie oskarżycielski wzrok mojej Mamy i sama czułam się niezbyt dobrze w tej sytuacji, co najmniej jakbym kogoś zabiła. Ale postanowiłam, że nie zrezygnuje bo mam prawo sama decydować o sobie.

Wiem, że rodzice zawsze martwią i boją się o swoje dzieci i to jest normalne a rodzice dzieci niepełnosprawnych mają to w podwójnej albo i potrójnej dawce. Wiem to i rozumiem z czego to wynika na własnym doświadczeniu, gdy to Mama wiele razy ratowała mi życie podczas ciężkich zapaleń płuc, oklepywała, inhalowała i walczyła o to, abym brała leki, piła wodę i o milion innych rzeczy, gdy ja już nie miałam kompletnie sił i było mi wszystko jedno czy umrę czy też nie. Doceniam to i jestem za to wdzięczna bo wiem, że mieć taką Mamę to skarb. Dlatego wiem z czego wynika to tzw. ''przewrażliwienie'' u tych rodziców - ze strachu o nas.

Ale jest też druga strona medalu... Często Ci rodzice opiekują się swoimi niepełnosprawnymi dziećmi znacznie dłużej niż jest to w standardowej rodzinie i zapominają o tym, że ich niepełnosprawne dzieci nie są już dziećmi. Stali się dorosłymi ludźmi, którzy chcą móc wyrażać swoje zdanie, popełniać swoje błędy i decydować o sobie. Ale czasami Ci właśnie rodzice z troski i ciągłego, nieustającego strachu o swoje już dorosłe dzieci uniemożliwiają im albo utrudniają robienie tego o czym marzą, popełnianie błędów, podejmowanie decyzji. Nie mówię, że zawsze tak jest ale w przypadku, gdy np. niepełnosprawna dorosła osoba jest w dużej mierze zależna od rodziców to łatwiej przecież jej czegoś zabronić bo sama i tak nie będzie mogła tego zrobić, czyż nie? Nie oskarżam i nie oceniam nikogo bo moi rodzice wiele razy pomogli mi w spełnianiu marzeń i pewnie jeszcze w wielu pomogą za co jestem im ogromnie wdzięczna ale ten post to taki trochę apel do innych rodziców osób (już nie dzieci) niepełnosprawnych. Czasem warto zamienić się stronami, pomyśleć o tym i postawić się w sytuacji tych właśnie niepełnosprawnych. Przede wszystkim nie sprawiać swoim zbyt dużym strachem tego, że będą czuć się jeszcze bardziej niepełnosprawne poprzez ograniczenia, które stawia przed nimi nie choroba a właśnie rodzice. Bo nikt z nas nie lubi być ograniczany przez kogoś innego. Nikt nie lubi być pozbawiany wolności co zresztą idealnie pokazuje obecna sytuacja, gdy ludzie częściowo pozbawieni przez zaledwie tydzień tej wolności nie mogą wytrzymać. My osoby niepełnosprawne, niektórzy w mniejszym, inni w większym stopniu, mamy tak cały czas i nie jest łatwe, gdy Twoje ciało nie współpracuje z Twoim umysłem i nie możesz sam zrobić to czego chcesz.

Dlatego warto pomyśleć nie tylko o sobie i o swoich emocjach ale także o emocjach Waszych dorosłych już ''dzieci''. Bo głównie o emocje się tutaj rozchodzi. Dlaczego o tym piszę? Bo ja jestem uparta i tak czy owak na swój sposób zrobiłam to czego chciałam pomimo sprzeciwu ale są takie osoby, które by odpuściły przytłoczone sytuacją i brakiem możliwości fizycznych po prostu by zrezygnowały przez co jeszcze gorzej by się czuły. Wiem co to za uczucie bo go doświadczyłam i wierzcie bądź nie, nie jest to nic fajnego.

Na szczęście mojej Mamie złość szybko minęła dzięki dziewczynom i chłopakowi, który wykonywał mój tatuaż, którzy żartowali już po półtorej godzinie zapomniała o tym, że jest na mnie zła. No dobra, może nie tak całkiem ale zaczęła się do mnie odzywać a więc uznałam to za dobry znak. Bo ktoś mi ostatnio powiedział ''Mamy zawsze wybaczają''. A więc pamiętajcie jeśli wiecie, że nie robicie nic złego to walczcie o siebie, możliwość decydowania o sobie, swoje marzenia, swoją wolność i choćby się waliło i paliło i na Waszej drodze pojawiało się mnóstwo przeszkód to nigdy się nie poddawajcie i zawsze szukajcie sposobów, czasem mogą one uciekać się do nie mówienia całej prawdy bo czasem to jedyny sposób ale ci... Nie wiecie tego ode mnie, co złego to nie ja. Rodzice wybaczą a Wy będziecie mieli jeszcze większą satysfakcję, że się udało!

A no i oczywiście dziękuję Szumy Tattoo za piękne i profesjonalne wykonanie tatuażu!

No i jak zwykle, miało być krótko a się rozpisałam. A więc ja znikam a Wy dajcie znać jak podoba Wam się moje nowe dzieło i jak Wy widzicie tą sytuację jako rodzice, osoby niepełnosprawne i normalni ludzie, których sytuacja nie dotyczy ale dzięki temu mogą spojrzeć na wszystko z boku, z dystansu, bez emocji. Jestem ogromnie ciekawa Waszego zdania!

Buziaki! Trzymajcie się zdrowo!

0 komentarzy