Podróż marzeń - Teneryfa



Podróż marzeń. Dlaczego? Bo była to pierwsza podróż poza granice naszego kraju - zawsze jeszcze jako dziecko marzyłam o tym, żeby pojechać nad "ciepłe" morze i zobaczyć palmy. Moje marzenie się spełniło dzięki Fundacji „Mam Marzenie”. Był to wyjazd na Teneryfę z moją rodziną, wolontariuszką z Fundacji oraz z Panią Doktor i jej mężem. Z racji tego, że podróż tą odbyłam już jakiś czas temu i niektóre szczegóły już uciekły mi z głowy zamieszczam tutaj relacje napisaną przeze mnie tuż po powrocie. Może tekst ten nie jest jakoś pięknie napisany bo było to już kilkanaście lat temu i jakby nie patrzeć mój, że tak powiem "tok myślenia" był na innym poziomie niż obecnie jest :D ale jest to prawdziwe i opisuje uczucia i wrażenia, które wtedy czułam :). A więc...


"Dnia 21 lipca 2010 roku spełniło się moje marzenie – wycieczka nad ciepłe morze, mieliśmy polecieć na Teneryfę. Z niecierpliwością wyczekiwałam tego wymarzonego dnia. Zaczęłam nawet odliczać dni. I w końcu nastąpił 21 lipca.

Byłam bardzo podekscytowana i nie mogłam zasnąć. Gdy się trochę zdrzemnęłam trzeba było już wstawać. Z domu wraz z rodzicami i młodszą siostrą wyjechaliśmy o 3 nad ranem. Na Warszawskim lotnisku Okęcie byliśmy o godzinie 5:00. Tam spotkaliśmy się z naszą wolontariuszką Donatą, Panią Doktor i jej mężem.

Był to mój pierwszy lot samolotem w życiu. Byłam bardzo zdenerwowana zwłaszcza podczas startu. Podróż na Teneryfę bardzo mi się dłużyła, nie mogłam się doczekać, kiedy dolecimy. Niestety mieliśmy problemy z wylądowaniem. Był bardzo silny wiatr i dlatego podchodziliśmy do lądowania dwa razy. Strasznie się bałam, trzymałam za rękę mamę i siostrę. Za drugim razem się udało, rozległy się gorące brawa dla pilota a ja odetchnęłam z ulgą. Z lotniska do hotelu pojechaliśmy autokarem z polską rezydentką, która po drodze wszystkim tłumaczyła co i jak. Moje pierwsze wrażenia podczas jazdy autobusem są nie do opisania. Wszystko było takie inne niż u nas, różnego rodzaju palmy, ocean, góry, wulkan, było przepięknie. W hotelu byliśmy około 15 czasu miejscowego.

Odpoczęliśmy trochę po podróży i poszliśmy nad ocean. Po drodze mijaliśmy przeróżne sklepiki z pamiątkami. Na plaży było super, nie kąpaliśmy się, ponieważ było już po południu a i tak nikt nie wziął strojów kąpielowych. Jedynie piasek nie był za ciekawy, bo miał taki szarawy kolor i wyglądał jak brudny. Prawie, co dziennie w hotelu były jakieś pokazy zabawiające gości. Tego wieczoru były węże i tancerki w stylu hiszpańskim. Bardzo mi się podobało. Dzień zakończył się dość późno, około godziny 23.

Następnego dnia zaraz po śniadaniu pojechaliśmy taksówką do Monkey Parku oddalonego od nas 4km. Przy wejściu kupiliśmy jedzenie dla małpek. Od razu, gdy weszliśmy przynieśli papugi, sadzali nam na ramionach (mi na wózku) i robili z nimi zdjęcia. Potem chodziliśmy po takich jakby dużych klatkach i głaskaliśmy oraz karmiliśmy różnego rodzaju małpki. Znajdowały się tam również dwa ogromne żółwie, które chodziły za nami, żeby ich karmić. Jeden nawet ugryzł siostrę, oczywiście przez przypadek, gdy go karmiła. Najbardziej podobały mi się małpki kapucynki, ponieważ chodziły po ramionach i były bardzo ciekawskie. Po powrocie z Monkey Parku wykąpaliśmy się w basenie hotelowym. A później po obiadokolacji poszliśmy na spacer promenadą przy plaży. Był cudowny zachód słońca. Gdy doszliśmy do głównej ulicy, podążyliśmy na pokaz tańczących fontann. Fontanny te zmieniały kolory i „tańczyły” w takt muzyki. Nagle w trakcie pokazu zaczęły wystrzeliwać sztuczne ognie. Byłam zachwycona. Gdy wracaliśmy (już w nocy) wszystko było przepięknie oświetlone. Zmęczeni wrażeniami poszliśmy spać.

Kolejnego dnia udaliśmy się do jednego z największych parków wodnych w Europie – Siam Parku. Na samym początku przy wejściu pływały foki w basenie. W ogóle cały park był niesamowity, mnóstwo zjeżdżalni, piękna roślinność i co najważniejsze była tam sztuczna plaża z pięknym żółtym piaskiem oraz sztuczne fale dochodzące do 3 metrów. Siadałyśmy z mamą przy samym brzegu i oblewała nas już taka malutka fala. O 18 zamykali park i niestety musieliśmy już iść, chociaż spędziliśmy tam cały dzień. A wieczorem oglądaliśmy pokazy papug w hotelu. Było bardzo fajnie, papugi wykonywały różne sztuczki: jeździły na hulajnodze, rowerku, na desce, liczyły, dobierały kolory itp.

Nowy dzień rozpoczęliśmy jak zwykle od śniadania. Następnie pojechaliśmy na wycieczkę autokarem na wulkan El Teide z przewodnikiem, który podczas jazdy opowiadał o Teneryfie. Po drodze mieliśmy kilka przystanków na tarasach widokowych gdzie można było zobaczyć kilka sąsiadujących wysp np.: La Gomera, La Palma, Fuerteventura, El Hierro. Widok był niesamowity. Autobusem dojechaliśmy do 2300 metrów, następnie kolejką linową Teleférico wjechaliśmy na wulkan na wysokość 3550 m n.p.m. Na górze strasznie wiało i było zimno. Pomimo to znowu byłam zachwycona widokiem. Gdy wracaliśmy z powrotem autokarem oglądaliśmy zastygłe strumienie lawy, które ciągną się przez całą długość zbocza wulkanicznego stożka. Zatrzymaliśmy się na 30 minutowy przystanek, aby pooglądać różne skały wyrzeźbione przez naturę np.: maczugę Herkulesa, niedźwiedzice w ciąży i inne. Kolejnym przystankiem na naszej drodze była fabryka pereł. Znajdowały się tam przeróżne rodzaje, kolory i ceny pereł. Kupiłam sobie kolczyki z perełką, oczywiście to tylko imitacja perły, ponieważ prawdziwe były o kilkaset a nawet kilka tysięcy euro droższe, oraz muszle z masy perłowej. I tak dobiegła końca wycieczka. Po powrocie około godziny 16 poszliśmy pochodzić po sklepach i kupić jakieś pamiątki.

W niedziele 25 lipca mieliśmy zaplanowany 3 godzinny rejs katamaranem. Około godziny 8:30 wyjechaliśmy z pod hotelu autobusem do portu. No i wypłynęliśmy. Byliśmy już kawałek od brzegu, gdy nagle w głośnikach usłyszeliśmy głos naszej przewodniczki, która oznajmiła, że koniec wycieczki i zawracamy z powrotem do portu. Każdy zrobił zdziwioną minę „ale jak to przecież dopiero, co wypłynęliśmy?”. Pani Wiesia zaczęła się śmiać i powiedziała, że oczywiście żartuje, ale musimy zawinąć jeszcze raz do portu, ponieważ zostawiliśmy 4 pasażerów ;). W czasie drogi widzieliśmy kilka rodzin wielorybów pilotów. Były super, przepływały koło samego katamaranu. Niestety, gdy płynęliśmy bujało i było mi niedobrze a nawet trochę wymiotowałam. Polepszyło mi się, kiedy zatrzymaliśmy się przy klifach na kąpiel w oceanie. Woda miała tam przepiękny turkusowy kolor. Nie kąpałam się, ponieważ było tam aż 8 metrów głębokości i się po prostu bałam wejść. Około godziny 14 byliśmy z powrotem w hotelu. Poszliśmy poopalać się i pokąpać w basenie. A po obiadokolacji znowu udaliśmy się na spacer.

Następnego dnia podążyliśmy do Aqualandu – parku wodnego gdzie były różnego rodzaju zjeżdżalnie i baseny, ale co najważniejsze był tam pokaz delfinów. Płynęłam z mamą i tatą na pontonach leniwą rzeką, kąpałam się w basenie gdzie woda była bardzo cieplutka. Fantastycznie się bawiłam, ale to był dopiero początek, ponieważ o 15 był pokaz delfinów. Delfiny skakały przez liny, wykonywały różne sztuczki, tańczyły ze swymi trenerami, robiły przepiękne salta. A na koniec pokazu pozwolili mi dotknąć delfina. Był prześliczny, taki ciepły i wcale nie śliski jakby się mogło wydawać. Przymilał się do mojej nogi i wyglądał jak gdyby się cały czas uśmiechał. Wyszłam stamtąd pod takim wrażeniem, że nie da się tego opisać. Byłam zachwycona i szczęśliwa. Dlatego też delfiny podobały mi się najbardziej. Gdy wróciliśmy poszliśmy nad ocean. Tym razem postanowiłam, że się wykąpię. Na początku, gdy weszłam było trochę zimno, ale zaraz się przyzwyczaiłam. Jednak ocean to zupełnie, co innego niż basen. Fale bujały się w różne strony. Przyznam, że trochę się bałam, chociaż byłam z tatą. Na koniec tak mnie oblała fala, że spróbowałam słonej wody, ale kąpiel w oceanie zaliczyłam.

Przedostatniego dnia pojechaliśmy do Jungla Parku – był to park ze zwierzętami, w którym chodziło się jak po dżungli. Przechodziliśmy przez linowy most, który się bujał, oglądaliśmy różnego rodzaju zwierzęta: lwy, pumy, gepardy, tygrysy, ptaki drapieżne np. orły, kondory i wiele innych, krokodyle, hipopotamy, papugi, pingwiny, ogromną małpę i jeszcze wiele innych zwierząt. Odbywały się tam dwa razy dziennie pokazy ptaków drapieżnych i papug. Ten pierwszy był o godzinie (chyba) 13. Była tam taka duża arena i ptaki te latały nad samymi głowami ludzi. Lądowały na ramionach swoich trenerów, którzy mieli na rękach grube, długie, skórzane rękawice i przywoływali ich surowych mięsem. Nawet mi się podobało gdyby nie to, iż bałam się, że któryś z tych ogromnych ptaków wleci mi w wózek. Potem poszliśmy coś zjeść. Gdy tam zmierzaliśmy, zatrzymaliśmy się przy pięknym wodospadzie na zrobienie zdjęć. Do restauracji wchodziło się przez jaskinie, w której między szczelinami było widać wodę ściekającą z wodospadu. Po zjedzeniu pizzy udaliśmy się na pokaz papug. Niestety zaraz został przerwany, ponieważ jeden z ptaków uciekł pod dach restauracji i nie chciał zejść, rzucali mu jedzenie, ale był nieugięty. Około 18 wróciliśmy do hotelu. Ostatni raz wykąpaliśmy się w basenie. Nie było już prawie nikogo a woda była jak podgrzewana. Po obiadokolacji poszliśmy na ostatni spacer.

I w końcu nastąpił ten najsmutniejszy dzień pobytu na Teneryfie – dzień odlotu. W środę 28 lipca mieliśmy autokar o godzinie 10:30 na lotnisko. Wylot był o 13:20 niestety już w drodze na lotnisko rezydentka dowiedziała się, że samolot będzie opóźniony. I rzeczywiście, był opóźniony 3 godziny z powodów technicznych. Ja się nawet ucieszyłam, bo nie za bardzo chciałam stamtąd odlatywać. Po długich oczekiwaniach wylecieliśmy około godziny 16:40. W Warszawie byliśmy o 23:00 czasu naszego. Na koniec jeszcze całusy, uściski i każdy pojechał w swoją stronę. Nas czekała jeszcze 2 godzinna podróż do domu.

I tak zakończyło się moje marzenie. Zawsze będę pamiętała mój pobyt na Teneryfie. To były najwspanialsze wakacje w moim życiu. Z chęcią przeżyłabym to jeszcze raz."

O Mnie

Jestem marzycielką. Marzycielką, która kocha realizować swoje marzenia oraz pomaga w realizacji marzeń innym. Moją pasją są podróże, poznawanie nowych ludzi oraz biznes, którym się zajmuję. Kocham to co robię bo dzięki temu moje życie diametralnie się zmieniło, świat stanął dla mnie otworem i pokazał mi, że aby dokonywać rzeczy niemożliwych wcale nie trzeba być idealnym. Jestem kobietą, która pomimo swojej niepełnosprawności nigdy się nie poddaje i zawsze walczy do końca o to co jest dla niej ważne.

 

Czytaj więcej

 

© 2023 by Going Places. Proudly created with Wix.com

Zapisz się na moją listę mailingową!
  • White Facebook Icon
  • YouTube - Biały Krąg